Rozwód a kredyt hipoteczny – co dzieje się ze wspólnym długiem

Rozwód nie wykreśla nazwiska z umowy kredytowej. Jeżeli małżonkowie wspólnie zaciągnęli kredyt hipoteczny, to po rozwodzie bank nadal może traktować ich jak dwóch dłużników — nawet gdy mieszkanie po podziale majątku przypadnie tylko jednej osobie. Własność mieszkania i odpowiedzialność za kredyt to dwie odrębne sprawy.

To rozróżnienie jest najważniejsze w całym problemie. Można przestać być właścicielem mieszkania, a nadal pozostać osobą, od której bank może żądać spłaty. Możliwa jest też odwrotna konfiguracja: właściciel nieruchomości może odpowiadać rzeczowo z mieszkania obciążonego hipoteką, mimo że nie jest osobistym dłużnikiem kredytowym.

Dalej przyjmuję najczęstszy wariant: mieszkanie zostało kupione do majątku wspólnego, oboje małżonkowie podpisali umowę kredytową i hipoteka zabezpiecza ten wspólny kredyt. Jeżeli kredyt podpisała tylko jedna osoba, nieruchomość należała wcześniej do jednego małżonka albo kredyt powstał przed ślubem, odpowiedzialność trzeba oceniać osobno.

*Stan prawny: 24 sierpnia 2026 r.*

Rozwód nie dzieli kredytu — bank nadal patrzy na umowę

Prawomocny rozwód kończy małżeństwo i — jeżeli wspólność majątkowa nie ustała wcześniej — również wspólność ustawową. Nie zmienia jednak automatycznie umowy zawartej z bankiem. Dla banku decydujące pozostaje to, kto jest stroną umowy kredytowej i na jakich zasadach odpowiada za zobowiązanie.

W typowym wspólnym kredycie hipotecznym małżonkowie odpowiadają solidarnie. Zgodnie z art. 369 Kodeksu cywilnego solidarność musi wynikać z ustawy albo czynności prawnej, a art. 370 k.c. przewiduje ją, gdy kilka osób zaciąga zobowiązanie dotyczące ich wspólnego mienia, chyba że umówiono się inaczej. Treść konkretnej umowy kredytowej zawsze trzeba jednak sprawdzić.

Solidarna odpowiedzialność nie oznacza „każdy odpowiada za połowę”.

Dla banku wygląda to inaczej. Art. 366 k.c. pozwala wierzycielowi żądać całości albo części świadczenia:

  • od obojga dłużników łącznie,
  • od kilku dłużników,
  • albo od jednego z nich.

Dopóki dług nie zostanie w całości zaspokojony, pozostali dłużnicy solidarni nadal odpowiadają.

Przykład jest prosty. Anna i Marek mają ratę 4 200 zł miesięcznie. Po rozwodzie ustalili między sobą, że ratę będzie płacił Marek, ponieważ nadal mieszka w lokalu. W drugim miesiącu Marek przestaje płacić.

Anna nie może skutecznie odpowiedzieć bankowi: „to były mąż miał płacić”. Ich ustalenie może mieć znaczenie w późniejszych rozliczeniach między nimi, ale nie zmienia praw banku, jeżeli bank nie zgodził się na zmianę umowy.

To jedna z najbardziej ryzykownych sytuacji po rozwodzie. Osoba, która wyprowadziła się z mieszkania i przestała uczestniczyć w jego kosztach, często zakłada, że problem kredytu już jej nie dotyczy. Tymczasem zaległości przy wspólnym kredycie mogą uderzyć również w jej sytuację kredytową i prowadzić do działań banku przeciwko niej.

Trzeba przy tym rozdzielić trzy pojęcia:

  • właściciel nieruchomości — osoba, której przysługuje własność mieszkania lub domu,
  • dłużnik osobisty — osoba odpowiadająca za kredyt swoim majątkiem zgodnie z umową,
  • dłużnik rzeczowy — właściciel nieruchomości obciążonej hipoteką, z której wierzyciel może dochodzić zaspokojenia w granicach odpowiedzialności rzeczowej.

W najczęstszym modelu oboje małżonkowie są przed rozwodem jednocześnie współwłaścicielami i dłużnikami osobistymi. Po podziale majątku może być już inaczej.

Wyobraźmy sobie, że sąd przyznaje mieszkanie Annie. Marek przestaje być właścicielem, ale bank nie zwalnia go z kredytu. Rezultat:

mieszkanie należy do Anny, lecz za kredyt nadal odpowiadają Anna i Marek.

Właśnie dlatego podziału mieszkania nie powinno się planować w oderwaniu od rozmów z bankiem.

Inny wariant występuje wtedy, gdy kredyt zaciągnął tylko jeden małżonek. Sam fakt pozostawania w małżeństwie nie oznacza automatycznie, że drugi małżonek staje się stroną tej umowy. Trzeba wtedy osobno sprawdzić:

  • kto podpisał umowę kredytu,
  • kto jest właścicielem nieruchomości,
  • z jakiego majątku kupiono lokal,
  • kto ustanowił hipotekę,
  • czy drugi małżonek ponosi odpowiedzialność rzeczową albo inną odpowiedzialność wynikającą z konkretnej czynności prawnej.

Tu nie działa bezpieczny skrót „kredyt w małżeństwie = wspólny kredyt”.

Podział mieszkania nie oznacza podziału długu — i saldo kredytu nie zawsze obniża jego wartość

W postępowaniu o podział majątku sąd zajmuje się przede wszystkim aktywami należącymi do byłych małżonków. Nie może jednostronnie zmienić umowy z bankiem i zdecydować, że od jutra tylko jedna osoba jest kredytobiorcą.

Bank jest wierzycielem spoza postępowania o podział majątku. Orzeczenie pomiędzy byłymi małżonkami nie może pogorszyć jego sytuacji.

To prowadzi do drugiej kwestii, która regularnie powoduje błędne kalkulacje: jak wycenia się mieszkanie z hipoteką?

Załóżmy:

  • wartość rynkowa mieszkania: 900 000 zł,
  • pozostałe saldo kredytu: 510 000 zł,
  • udziały małżonków w majątku: po 1/2.

Intuicyjny rachunek wygląda tak:

900 000 zł − 510 000 zł = 390 000 zł

390 000 zł ÷ 2 = 195 000 zł

Na tej podstawie łatwo dojść do wniosku, że osoba przejmująca mieszkanie powinna zapłacić drugiej około 195 000 zł.

Taki rachunek nie może być automatyczną zasadą sądowego podziału majątku.

Sąd Najwyższy w uchwałach III CZP 21/18 oraz III CZP 14/19 przyjął, że gdy nieruchomość obciążona hipoteką zabezpiecza kredyt udzielony obojgu małżonkom i zostaje przyznana jednemu z nich, jej wartość co do zasady ustala się bez pomniejszania jej o wartość obciążenia hipotecznego. Podobny kierunek pojawił się w uchwale III CZP 41/18 dotyczącej spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu.

To oznacza, że punktem wyjścia może być w przykładzie pełna wartość 900 000 zł, a nie 390 000 zł.

Powód jest istotny. Samo przyznanie mieszkania jednej stronie nie sprawia przecież, że drugi małżonek przestaje odpowiadać za wspólny kredyt. Gdyby sąd zawsze odliczał całe saldo kredytu od wartości nieruchomości, a jednocześnie oboje byli małżonkowie nadal pozostawaliby dłużnikami banku, łatwo byłoby doprowadzić do niespójnego rozliczenia.

Nie jest to jednak reguła absolutna. Uchwała III CZP 14/19 wyraźnie pozostawia możliwość uwzględnienia hipoteki, gdy przemawiają za tym istotne okoliczności konkretnej sprawy. Nie należy więc zamieniać obecnego kierunku orzecznictwa na hasło „sąd nigdy nie bierze kredytu pod uwagę”.

Jeżeli byli małżonkowie spierają się również o wartość samego mieszkania, sąd może dopuścić dowód z opinii biegłego rzeczoznawcy majątkowego. Prywatny operat jednej strony może być przydatnym materiałem, ale nie wiąże sądu w taki sposób jak opinia biegłego powołanego w postępowaniu.

Do tego dochodzą raty zapłacone po ustaniu wspólności.

Załóżmy, że po rozwodzie Anna sama spłaca przez 10 miesięcy ratę w wysokości 4 600 zł. Łącznie przelewa do banku:

10 × 4 600 zł = 46 000 zł.

Błędem byłoby automatyczne zapisanie w rozliczeniu:

„Marek ma oddać Annie 23 000 zł”.

Art. 376 § 1 k.c. stanowi, że jeżeli jeden z dłużników solidarnych spełnił świadczenie, o tym, czy i w jakiej części może żądać zwrotu od współdłużnika, decyduje przede wszystkim stosunek prawny istniejący między nimi. Dopiero jeżeli nic innego z tego stosunku nie wynika, punktem wyjścia są części równe.

Trzeba więc sprawdzić m.in.:

  • jakie były ustalenia byłych małżonków,
  • kto korzystał w tym czasie z mieszkania,
  • z jakich środków finansowano raty,
  • czy wcześniejsze rozliczenia obejmowały już część tych płatności,
  • kiedy dokładnie raty zostały zapłacone,
  • czy roszczenie ma być rozliczone w postępowaniu o podział majątku, czy powstało później.

Spłat dokonanych przed zakończeniem sprawy o podział majątku nie należy zostawiać „na później” bez analizy procesowej. Trzeba je udokumentować i ustalić, które roszczenia powinny zostać zgłoszone już w postępowaniu działowym.

Inaczej wygląda sytuacja rat płaconych już po prawomocnym podziale. W uchwale siedmiu sędziów III CZP 30/18 Sąd Najwyższy potwierdził, że art. 618 § 3 k.p.c. nie wyłącza dochodzenia pomiędzy byłymi małżonkami zwrotu odpowiedniej części zobowiązania zabezpieczonego hipoteką, jeżeli jeden z nich spłaca je po prawomocnym podziale majątku.

Dlatego po ustaniu wspólności warto od pierwszej raty przechowywać:

  • potwierdzenia przelewów,
  • historię rachunku kredytowego,
  • harmonogram spłat,
  • dokument pokazujący aktualne saldo kapitału,
  • informacje o podziale raty na kapitał, odsetki i ewentualne opłaty,
  • pisemne ustalenia między byłymi małżonkami.

To nie jest przesadna ostrożność. Po dwóch latach sporu zdanie „przecież ja płaciłem wszystko” ma niewielką wartość bez dokumentów i dokładnych kwot.

Sam wniosek o sądowy podział majątku kosztuje obecnie 1 000 zł. Jeżeli zawiera zgodny projekt podziału, opłata wynosi 300 zł. Do tego mogą dojść koszty opinii biegłego oraz inne wydatki wynikające z konkretnej sprawy.

Jeżeli po podziale trzeba ujawnić w księdze wieczystej własność nieruchomości nabytą w wyniku podziału majątku, opłata od takiego wpisu wynosi 150 zł. Jeżeli po całkowitej spłacie kredytu wykreślana jest jedna hipoteka, opłata sądowa od wniosku o jej wykreślenie wynosi 100 zł.

Jak faktycznie wyjść ze wspólnego kredytu: przejęcie, refinansowanie albo sprzedaż

Najbezpieczniejszy wariant to taki, w którym po podziale własności układ kredytowy odpowiada temu, kto rzeczywiście zachowuje mieszkanie. Jeżeli Anna zostaje jedyną właścicielką, logicznym celem jest doprowadzenie do sytuacji, w której również sama odpowiada za finansowanie.

Nie da się jednak osiągnąć tego samym porozumieniem między byłymi małżonkami.

W konstrukcji przejęcia długu art. 519 k.c. przewiduje udział wierzyciela w zmianie dłużnika. W praktyce przy kredycie hipotecznym kluczowa jest więc zgoda banku na zmianę składu osób odpowiedzialnych za kredyt.

Najczęściej bank ponownie analizuje zdolność kredytową osoby, która ma zostać sama przy zobowiązaniu. Sam fakt, że przez poprzednie pięć lat rata była płacona terminowo, nie gwarantuje zgody.

Bank może sprawdzić m.in.:

  • obecne dochody,
  • źródło i stabilność dochodów,
  • miesięczne wydatki,
  • inne kredyty i limity,
  • liczbę osób na utrzymaniu,
  • poziom pozostałego zadłużenia,
  • wartość zabezpieczenia,
  • historię obsługi zobowiązań.

Najbardziej niebezpieczny błąd wygląda tak: byli małżonkowie najpierw dokonują podziału, mieszkanie trafia do jednej osoby, druga otrzymuje spłatę, a dopiero później składają do banku wniosek o zwolnienie jednego kredytobiorcy.

Bank odmawia. Mieszkanie jest już jednoosobową własnością, ale kredyt nadal obciąża oboje.

Lepsza kolejność jest odwrotna: najpierw ustalić z bankiem, czy i na jakich warunkach dopuszcza zwolnienie współkredytobiorcy, a dopiero potem finalizować model podziału, o ile stan sprawy pozwala na taką kolejność.

Jeżeli bank zgadza się na pozostawienie jednej osoby przy kredycie, procedura zazwyczaj obejmuje:

  1. złożenie wniosku o zmianę kredytobiorców,
  2. ponowną analizę zdolności kredytowej,
  3. przedstawienie wymaganych dokumentów dochodowych i dotyczących nieruchomości,
  4. zaakceptowanie warunków banku,
  5. podpisanie odpowiedniej zmiany umowy lub aneksu,
  6. sprawdzenie dokumentu końcowego — nie tylko ustnej informacji, że „bank wyraził zgodę”.

Dopiero dokument skutecznie zwalniający współdłużnika daje podstawę do uznania, że przestał on odpowiadać za kredyt.

Jeżeli obecny bank odmawia, pozostają trzy realne ścieżki.

Pierwsza: refinansowanie kredytu przez jedną osobę.

Nowy bank udziela kredytu osobie, która zostaje z mieszkaniem, a środki służą do spłaty dotychczasowego zobowiązania. Stary wspólny kredyt znika, a pozostaje nowy kredyt jednego właściciela.

Ten wariant ma sens wtedy, gdy jedna osoba ma samodzielną zdolność kredytową, ale dotychczasowy bank nie chce zmienić istniejącej umowy.

Problem: refinansowanie oznacza pełną nową ocenę kredytową i może wymagać ponownej wyceny nieruchomości, ustanowienia nowego zabezpieczenia oraz poniesienia kosztów związanych z nową umową. Nie należy zakładać, że nowy kredyt będzie miał takie same warunki jak stary.

Druga: sprzedaż mieszkania i całkowita spłata kredytu.

To rozwiązanie usuwa najtrudniejsze powiązanie między byłymi małżonkami, ale wymaga właściwego przeprowadzenia transakcji.

Praktyczna kolejność jest następująca:

  1. uzyskać z banku aktualne saldo zadłużenia,
  2. ustalić kwotę potrzebną do całkowitej spłaty na planowany dzień transakcji,
  3. uzyskać informacje o rachunku, na który ma zostać przekazana część ceny przeznaczona na spłatę,
  4. ustalić warunki wydania przez bank zgody na wykreślenie hipoteki po spłacie,
  5. odpowiednio opisać sposób zapłaty w umowie sprzedaży,
  6. przekazać uzgodnioną część ceny bezpośrednio do banku,
  7. po spłacie uzyskać oświadczenie banku pozwalające na wykreślenie hipoteki,
  8. złożyć wniosek o wykreślenie hipoteki z księgi wieczystej.

Przykład:

  • cena sprzedaży mieszkania: 800 000 zł,
  • kwota potrzebna do spłaty kredytu: 500 000 zł.

Jeżeli pominiemy dla uproszczenia inne koszty transakcji, po spłacie banku pozostaje:

800 000 zł − 500 000 zł = 300 000 zł.

Dopiero tę pozostałą kwotę można rozliczać między właścicielami zgodnie z ich prawami, wcześniejszym podziałem majątku i innymi wzajemnymi rozliczeniami.

Znacznie trudniejsza jest sytuacja odwrotna:

  • możliwa cena sprzedaży: 450 000 zł,
  • kwota potrzebna do spłaty banku: 510 000 zł.

Brakuje 60 000 zł.

Sprzedaż nie powoduje wtedy automatycznego zniknięcia brakującej części zadłużenia. Nie wolno podpisywać transakcji z założeniem, że „bank weźmie cenę i zamknie kredyt”. Sposób pokrycia niedoboru trzeba uzgodnić z bankiem przed sprzedażą.

Trzecia ścieżka to dalsza wspólna spłata.

Czasami jest jedynym rozwiązaniem przejściowym, np. gdy żadne z byłych małżonków nie ma samodzielnej zdolności kredytowej, a sprzedaż w danym momencie oznaczałaby dużą stratę.

To jednak rozwiązanie najbardziej konfliktogenne. Po rozwodzie wspólny kredyt może trwać jeszcze kilkanaście lat. W tym czasie jedna osoba może:

  • stracić pracę,
  • przestać płacić,
  • zaciągnąć inne zobowiązania,
  • potrzebować zdolności kredytowej na własne mieszkanie,
  • mieć zupełnie inny interes niż były małżonek.

Jeżeli kredyt ma przez jakiś czas pozostać wspólny, prywatne porozumienie powinno przynajmniej precyzyjnie określać:

  • kto płaci ratę,
  • do którego dnia,
  • z jakiego rachunku,
  • jak strony rozliczają nadpłaty,
  • kto ponosi koszty ubezpieczeń i opłat związanych z kredytem,
  • co dzieje się przy opóźnieniu,
  • kiedy strony ponownie podejmują próbę sprzedaży, refinansowania albo przejęcia kredytu.

Takie porozumienie nie wiąże banku, ale ogranicza późniejszy chaos między byłymi małżonkami.

Przy sprzedaży lub refinansowaniu trzeba również sprawdzić zasady wcześniejszej spłaty. Dla kredytów objętych ustawą o kredycie hipotecznym strony mogą przewidzieć rekompensatę za wcześniejszą spłatę.

Przy kredycie ze zmienną stopą procentową bank może pobrać ją wyłącznie wtedy, gdy wcześniejsza spłata następuje w ciągu pierwszych 36 miesięcy od zawarcia umowy. Rekompensata nie może przekroczyć zarówno odsetek, które byłyby naliczone od wcześniej spłacanej kwoty przez rok, jak i 3% spłacanej przed terminem kwoty. Obowiązuje niższy z tych limitów.

Przy kredycie, w którym stała stopa obowiązuje przez określony okres, rekompensata może być pobierana w okresie obowiązywania tej stopy, ale nie może być wyższa niż koszty banku bezpośrednio związane z wcześniejszą spłatą.

Przy starszej umowie nie należy automatycznie stosować tych reguł. Trzeba sprawdzić datę zawarcia kredytu, przepisy właściwe dla tej umowy i jej postanowienia.

Na końcu jest jeszcze podatek przy sprzedaży. Sam podział majątku nie uruchamia automatycznie nowego pięcioletniego okresu dla nieruchomości kupionej wcześniej do majątku wspólnego.

Art. 10 ust. 6 ustawy o PIT przewiduje, że przy sprzedaży po ustaniu wspólności pięcioletni okres liczy się od końca roku, w którym nieruchomość została pierwotnie nabyta do majątku wspólnego albo wybudowana w czasie wspólności.

Przykład:

  • małżonkowie kupili mieszkanie do majątku wspólnego w 2018 r.,
  • podział majątku nastąpił w 2025 r.,
  • całość mieszkania przypadła Annie,
  • Anna sprzedaje lokal w 2026 r.

Dla tego pięcioletniego okresu punktem odniesienia pozostaje zasadniczo 2018 r., a nie 2025 r. Sam podział majątku nie rozpoczyna tu liczenia od początku. Przy sprzedaży nieruchomości o nietypowej historii nabycia, rozszerzaniu wspólności, udziałach z różnych źródeł albo związku z działalnością gospodarczą trzeba jednak przeanalizować sytuację osobno.

FAQ — kredyt hipoteczny po rozwodzie

Czy rozwód automatycznie usuwa byłego małżonka z kredytu?
Nie. Rozwód nie zmienia sam z siebie umowy kredytowej. Jeżeli oboje byli małżonkowie nadal figurują jako dłużnicy, bank może dochodzić od nich spłaty zgodnie z treścią umowy i zasadami odpowiedzialności za zobowiązanie.

Czy sąd może przyznać mieszkanie jednej osobie, a kredyt nadal pozostanie na obie?
Tak. To jeden z najważniejszych problemów praktycznych. Podział własności mieszkania nie oznacza automatycznej zmiany dłużników wobec banku.

Czy bank musi zgodzić się na zwolnienie jednego kredytobiorcy?
Nie. Bank może ponownie zbadać zdolność kredytową osoby, która ma pozostać sama przy kredycie, i odmówić, jeżeli uzna ryzyko za zbyt wysokie. Samo porozumienie byłych małżonków nie zmusza banku do zaakceptowania takiej zmiany.

Czy sąd odejmuje saldo kredytu od wartości mieszkania przy podziale majątku?
Nie automatycznie. Zgodnie z kierunkiem wynikającym m.in. z uchwał SN III CZP 21/18 i III CZP 14/19 wartość nieruchomości obciążonej hipoteką zabezpieczającą wspólny kredyt co do zasady ustala się bez odejmowania wartości obciążenia, chyba że ważne okoliczności konkretnej sprawy uzasadniają inne podejście.

Jeżeli sam płacę całą ratę, czy były małżonek musi oddać mi dokładnie połowę?
Nie można tego zakładać automatycznie. Art. 376 § 1 k.c. nakazuje najpierw ustalić, jak ciężar długu powinien rozkładać się między współdłużnikami według istniejącego między nimi stosunku prawnego. Dopiero gdy nic innego z niego nie wynika, podstawą rozliczenia są części równe.

Czy po zakończeniu podziału majątku można rozliczać późniejsze raty kredytu?
Tak. Uchwała siedmiu sędziów SN III CZP 30/18 potwierdza możliwość dochodzenia zwrotu odpowiedniej części zobowiązania zabezpieczonego hipoteką, jeżeli jeden z byłych małżonków spłaca je już po prawomocnym podziale majątku.

Co jeśli kredyt zaciągnął tylko jeden małżonek?
Trzeba oddzielnie sprawdzić umowę kredytu, własność nieruchomości i ustanowione zabezpieczenia. Małżeństwo samo w sobie nie powoduje, że osoba, która nie zawarła umowy kredytowej, automatycznie staje się współkredytobiorcą.

Czy można sprzedać mieszkanie, jeżeli w księdze wieczystej nadal widnieje hipoteka?
Tak. W praktyce część ceny sprzedaży może zostać przeznaczona bezpośrednio na całkowitą spłatę banku, a po spłacie bank wydaje dokument potrzebny do wykreślenia hipoteki. Warunki i saldo trzeba ustalić przed podpisaniem transakcji.

Co zrobić, jeżeli mieszkanie jest warte mniej niż pozostały kredyt?
Najpierw ustalić z bankiem sposób pokrycia różnicy. Jeżeli mieszkanie można sprzedać za 450 000 zł, a do zamknięcia kredytu potrzeba 510 000 zł, pozostaje 60 000 zł niedoboru. Sama sprzedaż nieruchomości nie umarza tej kwoty.

Czy refinansowanie może zwolnić byłego małżonka ze wspólnego kredytu?
Tak, jeżeli jedna osoba uzyska nowy kredyt we własnym imieniu i z jego środków zostanie całkowicie spłacony dotychczasowy wspólny kredyt. Warunkiem jest uzyskanie zdolności kredytowej i akceptacja nowego banku.

Czy podział majątku rozpoczyna na nowo pięć lat przy późniejszej sprzedaży mieszkania?
W typowym przypadku nieruchomości wcześniej nabytej do majątku wspólnego — nie. Art. 10 ust. 6 ustawy o PIT nakazuje liczyć okres od końca roku pierwotnego nabycia nieruchomości do majątku wspólnego albo jej wybudowania podczas wspólności.

Jeżeli rozwód już się zakończył albo jest blisko, nie zaczynaj od ustalania między sobą, kto „bierze kredyt”. Najpierw zbierz trzy rzeczy: aktualną umowę kredytową z aneksami, zaświadczenie z banku o saldzie zadłużenia oraz realną wartość nieruchomości. Następnie ustal z bankiem, czy jedna osoba może przejąć finansowanie samodzielnie. Dopiero mając tę odpowiedź, porównuj przejęcie mieszkania, refinansowanie i sprzedaż.

Najdroższy błąd to najpierw oddać mieszkanie jednej osobie, rozliczyć między sobą setki tysięcy złotych, a dopiero potem odkryć, że bank nie zamierza zwolnić drugiego małżonka z długu.

Categories: Prawo rodzinne i opiekuńcze
S. Miler

Written by:S. Miler All posts by the author

Staram się zawsze starać. Projektować, produkować i dostarczać wysokiej jakości content bazując na własnej wiedzy lub zweryfikowanych źródłach. Przedstawiać w sposób rzetelny i ciekawy opisywane zagadnienie.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Ciasteczka

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie plików Cookies. Więcej informacji znajdziesz w polityce prywatności.